Jesteś tutaj

12 lutego 1809 roku w Wielkiej Brytanii urodził się jeden z najwybitniejszych uczonych – Karol Darwin. Obecnie datę jego urodzin obchodzimy jako Światowy Dzień Darwina. Gdy w 1859 roku opublikował swoje dzieło „O powstawaniu gatunków”, wywołał rewolucję w dotychczasowym postrzeganiu ziemskiego życia, jego rozwoju, a także roli człowieka w tym procesie. Dziś ewolucja jest ugruntowaną teorią, bez uwzględnienia której żadne zjawisko obserwowane w przyrodzie nie ma sensu.

O pięknie ewolucji, jej popularyzacji, geniuszu i wrażliwości Karola Darwina, a także o pułapkach zastawianych przez pseudonaukę i dogmatyczne myślenie rozmawiałam z dr. hab. Damianem Gruszką, prof. UŚ z Wydziału Nauk Przyrodniczych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

WERONIKA CYGAN: Według 36% Polaków człowiek nie powstał w wyniku ewolucji. Tak przynajmniej wynikało z wyników badań statystycznych opublikowanych w 2021 roku przez Eurobarometr. Jak ocenia Pan Profesor polskie szkolnictwo? Czy na pewno wywiązuje się ze swojej roli i wyposaża absolwentów w potrzebną wiedzę?

PROF. DAMIAN GRUSZKA: Sytuacja w szkolnictwie podstawowym i średnim zawsze mogłaby być lepsza, ale uważam, że polscy i europejscy uczniowie mają dostęp do rzetelnej wiedzy na temat procesów ewolucyjnych w sposób o wiele bardziej nieograniczony, niż ma to miejsce w przypadku np. młodzieży amerykańskiej. A to dlatego, że w Europie (na szczęście!) program nauczania w szkołach jest regulowany i zatwierdzany przez instytucje świeckie, państwowe. Ich decyzje oparte są o informacje pochodzące z eksperymentów, danych naukowych, czyli, najkrócej mówiąc, są zgodne z prawdą. Tylko zatem od ciekawości ucznia zależy to, jak bardzo zagłębi się w zagadnienia związane z ewolucją. Bo ewolucja jest faktem.

Obecnie nawet naukowcy postulują, aby odchodzić od określenia „teoria ewolucji” na rzecz „teoremu”, czyli teorii, która została już tak wiele razy zweryfikowana i potwierdzona w różnych dziedzinach biologii, że mówimy o fakcie ewolucji. Niektórzy sugerują nawet stosowanie samego pojęcia „ewolucja”. Dlaczego o tym mówię? W porównaniu z sytuacją polską i europejską w Stanach Zjednoczonych o tym, czego uczy się uczniów na różnych etapach edukacji, w dużej mierze decydują władze stanowe, które są całkowicie albo przynajmniej w znacznym stopniu niezależne od władz federalnych. To jest pewne wyjaśnienie problemu. Na decyzje władz stanowych duży wpływ mają bowiem organizacje religijne bądź sponsorowane przez nie.

Nie jest żadną tajemnicą, że w USA na to, czego się naucza w szkołach, mają wpływ instytucje religijne, które często sugerują też, aby równolegle obok ewolucji uczyć o nienaukowych czy pseudonaukowych teoriach, mających stanowić fałszywą alternatywę. To wszystko sprzedaje się pod płaszczykiem dawania ludziom wyboru. Kłopot w tym, że ta alternatywa jest pseudonauką. I tutaj upatruję głównej przyczyny, dlaczego wciąż odradzają się nowe wersje starej bajki. One mogą się różnie nazywać. Obecnie już mało kto, nawet z tamtej strony, przyzna się, że jest wyznawcą kreacjonizmu, ale przecież te środowiska również – i to jest tutaj dobre słowo – ewoluują i najnowszą odsłoną kreacjonizmu jest tzw. teoria inteligentnego projektu.

Celowo nie chciałbym, abyśmy w rozmowie poświęconej genialnemu człowiekowi, jakim był Karol Darwin, rozwijali tę opowieść o teoriach nienaukowych czy pseudonaukowych, ale uważam, że warto podkreślić wpływ organizacji religijnych w tej kwestii. One zresztą często nie mają w swoich nazwach określenia „religijne” czy wprost nawiązującego do jakiegoś odłamu. Niemniej u źródła ich funkcjonowania leży przekonanie, że powinno się wpływać na edukację poprzez szerzenie pseudonaukowych teorii. Już sam Karol Darwin, gdy publikował swoje dzieło, przeczuwał (zresztą słusznie), że spotka się ono z negatywnym odzewem przede wszystkim środowisk religijnych. Za jego życia Wielka Brytania była krajem o wiele bardziej konserwatywnym i związanym z religią, niż jest obecnie, ale przykład Darwina nie jest w historii odosobniony. Przecież Galileusz czy Giordano Bruno, głosząc swoje prawdziwe, jak się potem okazało, teorie również musieli mierzyć się nie tylko z niezgodą środowisk religijnych, ale dosłownie z prześladowaniami z ich strony. Zatem wrogość i niechęć w stosunku do ewolucji ma swoje korzenie w myśleniu dogmatycznym.

WERONIKA CYGAN: Wspomniał Pan Profesor o teorii inteligentnego projektu, którego krzewieniem w Polsce zajmuje się stosunkowo młoda Fundacja En Arche i niestety widać jej rosnącą popularność, zapewne wynikającą z tego, że Polakom obcy może być zacięty dyskurs w tej sprawie, prowadzony już od lat w Stanach Zjednoczonych. Wybitni ewolucjoniści, jak Richard Dawkins, Jerry Coyne czy Stephen J. Gould, już wiele lat temu przestrzegali przed kreacjonizmem „pod płaszczykiem”. Tym czasem wspomniana przeze mnie fundacja prowadzi m.in. intensywną politykę wydawniczą, a ich pseudonaukowe książki zapełniają półki w bibliotekach czy księgarniach, gdzie trafiają do działów popularnonaukowych! Niepokoi mnie przy tym fakt, że środowisko naukowe nie wydaje się być tym problemem zaalarmowane. Czy naukowcy w Polsce nie mają świadomości zagrożenia, czy je bagatelizują?

PROF. DAMIAN GRUSZKA: To może być problem, przyznaję. Być może część środowiska podchodzi do tej kwestii zbyt liberalnie, uważając, że ostatecznie to od czytelnika zależy, jaką książkę przeczyta. Ma Pani jednak rację, że brakuje jednoznacznego głosu, który by wskazywał i jasno oddzielał to, co jest czystą nauką od tego, co ma ambicję nią być, ale nauką nie jest. Podkreślę podczas naszej rozmowy (chociaż nie chciałbym się nad nią tu rozwodzić, by jej niechcący nie promować), że tak, teoria inteligentnego projektu to pseudonauka. Dlaczego jest nienaukowa? Dlatego, że zakłada projekt.

Ewolucja sama w sobie jest procesem nieukierunkowanym. Działa na zasadzie zmienności występujących między osobnikami danej populacji. Osobniki te różnią się między sobą, ale żyją w określonych warunkach środowiskowych, które wpływają na tę populację. Dobór naturalny polega na tym, że z puli osobników (w genetyce mówimy o puli genotypów) selekcjonowane są te, które w danym momencie, w danym czasie i w związku z danymi warunkami środowiska są najlepiej przystosowane do życia w nim. Mając najliczniejsze potomstwo, stopniowo będą stanowić coraz większy udział procentowy w populacji. Ich genotyp będzie z pokolenia na pokolenie stawał się coraz bardziej powszechny. Przy czym ewolucja jest procesem nieukierunkowanym, tzn. nie ma żadnego celu. Żaden gatunek nie ewoluuje w kierunku jakiejś swojej z góry założonej, optymalnej wartości, wyglądu czy dostosowania. To jest ciągła adaptacja do warunków środowiska, które przecież nieustannie się zmieniają. Już zatem w samej nazwie teorii inteligentnego projektu jest błąd logiczny, bo nie istnieje coś takiego, jak projekt w powstawaniu i rozwoju gatunków.

WERONIKA CYGAN: Wielokrotnie zastanawiałam się, dlaczego to akurat teoria ewolucji wzbudza tyle negatywnych emocji. Pomyślałam, że może chodzi o „darwinizm społeczny” – koncepcję zrodzoną w XIX wieku, a mającą wyjaśniać obserwowaną w ludzkich społecznościach brutalność, znieczulicę i przemoc. Ewolucja miałaby więc być w pewien sposób usprawiedliwieniem niegodziwości, jakich dopuszczały się jednostki w „walce o byt”. Ale przecież sam Darwin niczego takiego nie głosił, a wręcz krytykował różne przejawy społecznej niesprawiedliwości. Dlaczego zatem teoria ewolucji musiała (wciąż musi) mierzyć się z oporem?

PROF. DAMIAN GRUSZKA: Darwin twierdził, że wszystkie istoty żywe na Ziemi mają wspólnego przodka. Gatunki są ze sobą spokrewnione w sposób mniej lub bardziej odległy, niemniej posiadanie wspólnego przodka przez wszystkie organizmy, które obecnie zamieszkują naszą planetę lub zamieszkiwały ją w przeszłości, ma również bardzo ważny aspekt filozoficzny. Sądzę, że docenienie ewolucji, ale też pracy Darwina, polega na przyjęciu, że człowiek nie jest gatunkiem niezależnym od reszty przyrody. Pozostajemy bardzo ściśle powiązani skomplikowanymi relacjami z innymi gatunkami. Zatem nasze przetrwanie jako gatunku jest uzależnione również od dobrostanu przyrody. Dla wielu osób jest to zrozumiałe, ale obawiam się, że być może ta świadomość wciąż nie jest wystarczająca. Zresztą to kolejny dowód na to, jak praca Darwina oraz teorem ewolucji mogą przyczynić się do lepszego zrozumienia tego, kim jesteśmy obecnie i od czego zależy nasza przyszłość, a zależy ona od ścisłych związków z resztą przyrody i od tego, jaki będzie jej dobrostan.

Wspomniała Pani o tym, że tzw. darwinizm społeczny mógł odegrać pewną rolę w negatywnym odbiorze społecznym samej ewolucji. Być może, niemniej w samych pracach Darwina nie pojawiła się nigdy informacja, że człowiek jako jeden z gatunków podlegający ewolucji powinien zachowywać się zgodnie z zasadą „walcz o byt bez względu na koszty”. Trzeba przypomnieć, że Karol Darwin, oprócz teorii doboru naturalnego, stworzył teorię doboru w oparciu o płeć, która przez dobre 100 lat była takim „brzydkim kaczątkiem” w biologii, a obecnie stanowi jeden z elementów napędzających nurt feministyczny. Ostatnio w jednej z książek przeczytałem, że olbrzymia większość piękna, która nas otacza i którym się cieszymy w przyrodzie, jest efektem działania samic różnych gatunków. Uważam, że to kolejna emanacja tego, jakie bogate źródło stanowią prace Darwina – wniosek, iż płeć żeńska oraz jej wybory wpływają na funkcjonowanie społeczeństwa jest bardzo istotny.

Za przykład niech posłuży szympans bonobo (nazywany „szympansem hippisem”), u którego relacje społeczne są rozwiązywane w sposób o wiele bardziej pokojowy niż u bratniego gatunku szympansa, czy nawet u ludzi. Dzieje się tak, ponieważ relacje społeczne są w populacjach szympansa bonobo w dużym stopniu determinowane przez rządzące samice, które narzucają, chciałoby się powiedzieć kulturalny, pokojowy sposób rozwiązywania konfliktów. Przy tej okazji chciałem zwrócić uwagę na autora, którego książkami niedawno się zachwyciłem, czyli prymatologa prof. Fransa de Waala – to od niego zaczerpnąłem powyższy przykład. Wspominam o nim dlatego, że im więcej uczymy się o zachowaniach zwierząt, tym coraz bardziej dociera do nas, że nasze własne zachowania również są efektem ewolucji, w tym także te dobre, które klasyfikujemy jako etyczne, prospołeczne.

U różnych gatunków zwierząt możemy obserwować zachowania, które sami uznalibyśmy za etyczne z naszego ludzkiego punktu widzenia. Czytając „Ostatni uścisk Mamy” prof. de Waala, byłem autentycznie wzruszony historią szympansicy Mamy (tak ją nazwano), z którą Frans pracował jako młody doktorant pod opieką swojego promotora prof. Jana van Hooffa. Później prof. de Waal wyemigrował do USA, gdzie kontynuował swoją karierę, ale kiedy po latach odwiedził zoo, w którym ta samica wciąż przebywała, był świadkiem spotkania Mamy (staruszki bliskiej śmierci) z niemal osiemdziesięcioletnim prof. van Hooffem. Kiedy osłabiona szympansica zauważyła naukowca, uniosła się na swoim posłaniu i oboje się przytulili, okazując w ten sposób uczucia. Było widać w zachowaniu przedstawicieli dwóch różnych gatunków więź emocjonalną. Przykładów takiego zachowania zwierząt jest oczywiście o wiele więcej.

WERONIKA CYGAN: W internecie można zobaczyć też film z pożegnania Jane Goodall z szympansem, który po rehabilitacji został wypuszczony na wolność. Zanim odszedł od ludzi, odwrócił się w stronę Jane, żeby ją objąć. Za każdym razem, gdy oglądam to nagranie jestem tak samo poruszona. Prymatolożka zresztą też interpretowała to jednoznacznie jako podziękowanie za udzieloną szympansowi pomoc.

Wróciłabym jeszcze do samego Darwina. Pamiętam, jak wielkie wrażenie wywarła na mnie lektura „Podróży na okręcie «Beagle»” i to, z jaką wrażliwością i szacunkiem Karol Darwin odnosił się do innych ludzi, szczerze współczuł też rannemu koniowi, który nie miał szansy przeżyć. Wspominam o tym, ponieważ ciągle przekonuję się, że obserwowanie przyrody i jej poznawanie, w tym poprzez książki takich autorów, jak Goodall czy de Waal, może uczyć poszanowania innych istot żywych, dostrzegania w nich czegoś więcej niż tylko „maszyn kierowanych instynktem”.

PROF. DAMIAN GRUSZKA: Absolutnie. Jeszcze raz nawiążę do życiorysu Darwina. Miał zostać lekarzem – tego bardzo chciał jego ojciec. Przez pewien czas studiował w Edynburgu. Przełom nastąpił w momencie, kiedy Karol Darwin jako student medycyny uczestniczył w operacji dziecka. W XIX wieku medycyna znacznie odbiegała od znanych nam dzisiaj standardów, więc operacja była przeprowadzana bez znieczulenia, przy pełnej świadomości operowanego dziecka. Po tym zdarzeniu Darwin postanowił porzucić studia medyczne. Zresztą o tym, jak bardzo był wrażliwym człowiekiem, świadczy fakt, że do końca życia nie znosił widoku krwi!

Dla mnie Karol Darwin jest ideałem naukowca, kimś, kogo chciałbym poznać. Jako badaczowi imponuje mi to, jakim był skrupulatnym i metodycznym człowiekiem, z jaką troską i dbałością odnosił się do zbieranych okazów. Staram się go jako naukowiec naśladować. Przy okazji, z tą jego skrupulatnością wiąże się znana anegdota. Otóż, kiedy Darwin rozważał ożenek, przygotował tabelę, z pomocą której rozpisał sobie pozytywne i negatywne skutki małżeństwa. Nie widziałem tej tabeli w oryginale, ale najwyraźniej pozytywy przeważyły, bo postanowił się ożenić (śmiech).

WERONIKA CYGAN: Na początku rozmowy mówiliśmy o pseudonauce i tym, że dla wielu osób pozostaje bardziej atrakcyjna od nauki. Są różne podejścia popularyzatorskie. Carl Sagan zawsze był cierpliwy i życzliwy w obnażaniu mitów, ale już Richard Dawkins wykazuje dużo mniej tolerancji i bezwzględnie rozprawia się z antynauką. Jaka postawa jest Panu Profesorowi bliższa?

PROF. DAMIAN GRUSZKA: Najprostszą, ale jednocześnie prymitywną odpowiedzią byłoby to, żeby charakterem Sagana i tą jego wyrozumiałością i cierpliwością można było obdarować Dawkinsa. Mam przy tym wrażenie, że prof. Richard Dawkins mierzy się z bardzo trudnym zadaniem, broniąc ewolucji przed myśleniem dogmatycznym. Mogę zrozumieć jego zniecierpliwienie, gdy tłumaczenie czegoś po raz dziesiąty nie daje oczekiwanych efektów. Myślę, że bierze się to wszystko z faktu, że druga strona tej debaty, zadając pytanie, tak naprawdę nie czeka na odpowiedź, tylko interesuje ją podgrzewanie atmosfery – w gruncie rzeczy nie chodzi jej, by czegoś od prof. Dawkinsa się nauczyć. Sądzę zatem, że od czasu do czasu twarde stanowisko jest potrzebne, ale też wyrozumiałość i cierpliwość w tłumaczeniu zagadnień są bardzo ważne.

Zresztą sam Karol Darwin twierdził, że długoterminowo ważniejsze jest nie krytykowanie poglądów innych osób, nawet ich dogmatycznego myślenia, tylko pokazywanie cierpliwie dowodów na to, w jaki sposób ewolucja funkcjonuje. Nie przekona się każdego, tego jestem pewien. Osoby, które są naprawdę zacietrzewione w swoich przekonaniach będzie trudno przekonać, ale myślę, że oprócz tej relatywnie małej grupy ludzi, jest cała grupa tych, którzy może nawet pozostają sceptyczni, ale uczciwie czekają na argumenty. Z tego punktu widzenia cierpliwość jest czymś bardzo ważnym, bo – wierzę w to głęboko – można te osoby przekonać do ewolucji, ale też do tego, by docenili, jak wspaniałym jest teoremem.

Zatem cierpliwość i wyrozumiałość na pewno się opłacają i są jak najbardziej wskazane, ale pamięta też Pani, że jak rozpoczynaliśmy tę rozmowę, to mówiliśmy o potrzebie tego, by podpowiedzieć czasem innym, co nauką jest, a co nią nie jest i w tym przypadku podejście prof. Dawkinsa jest jak najbardziej chwalebne. On już tę walkę o uznanie ewolucji jako faktu prowadzi od kilkudziesięciu lat i pisze wspaniałe książki. Był przez wiele lat wykładowcą akademickim i to widać w tym, jak zrozumiale i ciekawie prowadzone są naukowe opowieści w jego książkach. Jestem szczególnie zakochany w dwóch i być może zaskoczę tym niektórych, bo nie będzie to „Samolubny gen”, z którego prof. Dawkins jest najbardziej znany, choć oczywiście to wspaniała książka. Uważam jednak, że dla osoby, która chciałaby najpierw dobrze poznać ewolucję, a potem się w niej zakochać – mam wrażenie, że jedno i drugie jest ściśle ze sobą związane – są dwie pozycje: „Opowieść przodka. Pielgrzymka do początków życia” (napisana wspólnie z Yanem Wongiem) oraz „Najwspanialsze widowisko świata. Świadectwa ewolucji”. Obie książki nie wymagają od czytelników zbyt rozległej wiedzy biologicznej, prowadzone są też w piękny, z dydaktycznego punktu widzenia, sposób.

Pozycja dla osób chcących się już bardziej skonfrontować z tym konfliktem, który niewątpliwie istnieje między nauką i religią, jest „Bóg urojony” – książka wspaniała, ale dotycząca tego, w jaki sposób możemy odpowiadać na argumenty drugiej, dogmatycznej strony. Poza tym poleciłbym czytelnikom publikacje prof. Fransa de Waala: „Ostatni uścisk Mamy”, „Bonobo i ateista”, „Bystre zwierzę” oraz ostatnią jego książkę „Jak się różnimy”, w której autor tłumaczy, z czego wynikają różnice w zachowaniu kobiet i mężczyzn, jakie to ma źródło w ewolucji naszego gatunku i jak można to tłumaczyć zachowaniami u innych gatunków blisko z nami spokrewnionymi, jak szympansy, goryle czy orangutany. Z kolei osobom, które byłyby zainteresowane spojrzeniem społecznym na ewolucję, gorąco polecam książki prof. Yuvala Harariego, a przede wszystkim „Sapiens. Od zwierząt do bogów” (od tego zacząłem moją przygodę z jego twórczością) oraz „21 lekcji na XXI wiek”. Wszystkie te polecone pozycje są w duchu Darwina, czyli mniej krytyki, a więcej cierpliwej zachęty.

WERONIKA CYGAN: Bardzo dziękuję za rozmowę.

Materiał powstał na potrzeby Agencji Informacji Naukowej Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

wizerunki małpy i człowieka w drodze ewolucji
Słowa kluczowe (tagi):