Jesteś tutaj

12 września przypadają urodziny Stanisława Lema – jednego z najwybitniejszych w historii pisarzy science fiction i najczęściej tłumaczonego na inne języki polskiego pisarza.

Jak przystało na wybitnego przedstawiciela gatunku sci-fi opisywanie rozwoju nauki i techniki, który stanie się udziałem ludzkości, było dla Lema jedynie punktem do wyjścia do rozważań na temat kondycji moralnej człowieka, jego miejsca we wszechświecie, relacji z Bogiem i innymi stworzeniami. Lem również często poszukiwał pozaziemskich cywilizacji, jak i zastanawiał się nad możliwością stworzenia sztucznej inteligencji (konstatując, że nie ma na to większych szans). Swoje światy przybliżał czytelnikowi za pomocą przeróżnych zabiegów literackich, bo poza stylem przynależnym klasycznej fantastyce naukowej Stanisław Lem umiejętnie posługiwał się groteską (czy to w duchu oświeceniowej powiastki filozoficznej, czy też archaizując teksty na epopeję rycerską, szlachecką gawędę lub baśń – w takiej właśnie konwencji napisane zostały chociażby Bajki robotów), stylistyką powieści kryminalnej czy formą eseistyczną. Dzięki niej ogromna część twórczości Lema jest w istocie rzeczy traktatem filozoficznym: metafizycznym , epistemologicznym i estetycznym.

Stanisław Lem urodził się we Lwowie, w dość zamożnej rodzinie o żydowskich korzeniach. W szkole brał udział w lekcjach judaizmu, choć – jak sam twierdził – był wychowywany jak katolik. W dorosłym życiu definiował siebie jako ateistę: „Ateistą jestem z powodów moralnych. Uważam, że twórcę rozpoznajemy poprzez jego dzieło. W moim odczuciu świat jest skonstruowany tak fatalnie, że wolę wierzyć, iż nikt go nie stworzył!” – powiedział Lem w wywiadzie dla „The Missouri Review”.

II wojna światowa zastała Lema jako świeżo upieczonego maturzystę, który chciał rozpocząć naukę na Politechnice Lwowskiej. Kiedy jednak Lwów znalazł się w radzieckiej strefie wpływów, odmówiono młodemu Stanisławowi wstępu na uczelnię ze względu na jego „burżuazyjne” pochodzenie. Lem rozpoczął więc – za namową swojego ojca, lekarza – studia medyczne na Uniwersytecie Lwowskim. Po inwazji Niemiec na ZSRR w czerwcu 1941 roku rodzinie Lemów udało się uniknąć osadzenia w getcie tylko dzięki fałszywym dokumentom, Stanisław zaś aż do wyzwolenia Lwowa pracował jako mechanik i spawacz, a następnie powrócił do nauki. W lipcu 1945 roku rodzina Lemów zdecydowała się na udział w akcji repatriacyjnej, w ramach której przeniosła się do Krakowa, gdzie jeszcze jako student medycyny (uzyskał z niej absolutorium, ale nie składał egzaminów końcowych, ponieważ dyplom lekarski oznaczał wówczas skierowanie do służby wojskowej) opublikował swoje pierwsze teksty. 

Twórczość Lema stała się na przestrzeni lat bardzo popularna w ZSRR, a potem w Rosji. Docenili ją także Amerykanie, przyznając mu w 1973 roku honorowe członkostwo w Stowarzyszeniu Amerykańskich Pisarzy Science Fiction (później członkostwo zawieszono, a jeszcze później zaoferowano członkostwo zwyczajne), choć sam Lem uważał zdecydowaną większość amerykańskiej literatury sci-fi za szmirę pozbawioną wartości intelektualnej. Jednym z nielicznych amerykańskich twórców, których Lem cenił, był Philip K. Dick. Paradoksalnie, to właśnie autor Człowieka z Wysokiego Zamku, Trzech stygmatów Palmera Eldritcha oraz powieści Czy androidy śnią o elektrycznych owcach? (literacki pierwowzór kultowego filmu Blade Runner, pol. Łowca androidów) w okresie załamania nerwowego złożył w FBI oficjalny donos, jakoby Stanisław Lem był sowiecką prowokacją: „Ta komórka partii zza żelaznej kurtyny – Lem jest najprawdopodobniej wieloosobowym komitetem, a nie pojedynczym osobnikiem, gdyż pisze wieloma stylami i raz zna niektóre obce języki, a raz nie – dąży do zdobycia monopolistycznej pozycji pozwalającej kontrolować opinię poprzez krytykę i artykuły pedagogiczne, stanowiąc zagrożenie dla całej naszej dziedziny science fiction z jej swobodną wymianą poglądów i myśli” – można było przeczytać w owym zgłoszeniu.

Książki Stanisława Lema były wielokrotnie przenoszone na ekran. Pełną akceptację pisarza zyskał właściwie jedynie Przekładaniec w reżyserii Andrzeja Wajdy, do którego Lem napisał scenariusz. Aprobaty nie zyskała nawet adaptacja Solaris Andrieja Tarkowskiego, mimo że film otrzymał Nagrodę Specjalną Jury podczas Festiwalu Filmowego w Cannes w 1972 roku.

Na koniec tej jakże skrótowej sylwetki zacytujmy jeszcze intrygującą wypowiedź Janusza Korwin-Mikkego (Wieczny Lem, „Najwyższy Czas!”, kwiecień 2006, czyli kilka tygodni po śmierci Stanisława Lema): „Twierdzę, że gdyby nie Lem, nie byłoby zmian w Europie Wschodniej. Bo polityczne dzieła opozycji czytywała zazwyczaj opozycja – podczas gdy Lema czytali wszyscy: partyjni i bezpartyjni, wojsko i bezpieka, opozycja lewicowa – i prawicowa. I uczyli się od Niego, że o wszystkim decyduje człowiek, że rządy technokratów to szkodliwa ułuda, że największym wrogiem człowieka jest biurokracja... (...) sądzę, że to jego książki rozłożyły cały obóz socjalizmu. Ostatecznie to idee się liczą.(...)”. 

Stanisław Lem w roku 1966. Fot. CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1256